Mediolan

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×

Witajcie, od dzisiaj na pewno będę tu znacznie częściej :) Otrzymałam tytuł Inżyniera, także wracam po długiej nauce ! :)

Dzisiejszy post będzie moją fotorelacją z wyjazdu do Mediolanu. We wcześniejszym poście opisałam Wam, jak szukałam biletów na mecz, do Mediolanu, podałam Wam swój nocleg. Dzisiaj opiszę Wam, jak zwiedziliśmy to miasto w praktycznie cały dzień !

Cała trasa przebiegła bardzo pomyślnie. Bez problemu dojechaliśmy na parking długoterminowy lotniska Warszawa Modlin. Znajduje się on 3 km od lotniska. Nie zdążyliśmy wysiąść z samochodu, a już podjechał 8-osobowy bus, który zabrał nas prosto na lotnisko. Od kierowcy otrzymaliśmy ulotkę z numerem telefonu, pod który mamy dzwonić gdy wylądujemy z powrotem. 

W Mediolan Bergamo wylądowaliśmy jakieś 20 minut wcześniej, dzięki czemu zdążyliśmy na szybszy autobus do centrum miasta. Wybrałam autokar Terravision, z którego już wcześniej korzystałam. Bilety kupiłam na stronie internetowej, pamiętajcie, żeby je wydrukować :) Fajne jest to, że własnie na takim bilecie macie narysowaną mapkę, skąd jest odjazd.

Przystanek końcowy znajdował się na Dworcu Centralnym, który robił ogromne wrażenie. Przerażała mnie tam tylko liczba bezdomnych ze swoimi śpiworami, poduszkami i alkoholem. Sama, po ciemku, na pewno bym tamtędy nie szła. Nasz nocleg znajdował się niecały kilometr od dworca, także trafiliśmy bez problemu. Uprzejmy Pan w recepcji posługuje się językiem angielskim, także na pewno się dogadacie. Wszystko wyglądało jak na zdjęciach. Ogromny pokój, czysta toaleta, balkon, wygodne łóżka, ręczniki, bezpłatny zestaw kosmetyków – szampon i mydło oraz czajnik. Jakieś 10 minut spacerem od pensjonatu, znajdziecie całodobowy Carrefour Express. Po drodze mijacie stację metra „Repubblica”. Ceny w sklepie wcale nie były wysokie. Jogurty czy bułki znajdziecie za 0,60 centów, przekąski ok. 2 euro, a piwa ok 2-3 euro, również za sześciopaki. 

Następnego dnia wstaliśmy z samego rana. Powiem Wam co mnie zdziwiło najbardziej.. Jestem ogromnym zmarzlakiem, a stałam na balkonie o 7:30 w piżamie i było mi ciepło ! To fakt, pogodę trafiliśmy przepiękną, dlatego nie traciliśmy czasu. Z pensjonatu Guest House Pirelli Milano poszliśmy zobaczyć Bosco Verticale. Są to wieżowce, na których na balkonach rosną drzewa ! Nie mam pojęcia jak to jest zrobione ale wygląda niesamowicie. Dojedziecie tutaj metrem, przystanek Gioia. 

Parę metrów dalej znajdziecie spore centrum handlowe na placu Piazza Gae Aulentu, które także robi wrażenie. Są tu kawiarnie, w których najdroższa kawa była do 3 euro. 

Szliśmy dalej przez Via G. Ferrari, gdzie natknęliśmy się na „mini starówkę” z mnóstwem sklepów i knajpek, fontannami oraz Łukiem Triumfalnym. 

Na końcu ulicy znajdował się cmentarz Cimitero Monumentale, który już na zdjęciach w Internecie stał się moim numerem jeden. Jednakże po wejściu, spowodował, że opadła mi szczęka. Już z daleka widać piękną świątynię. Słońce świeciło coraz bardziej, aż woda nam ściekała po plecach :D Weszliśmy na teren cmentarza i okazało się, że jest on ogromny i znacznie inny niż w Polce. Praktycznie każdy grób był niesamowity. Znajdowały się na nich rzeźby – a to matki płaczącej nad małymi dziećmi, a to klęczącego mężczyzny za którym stał Anioł i zamykał mu oczy, a to płaczącego, wołającego dziecka.. Kawałek dalej znajdowały się już grobowce rodzinne, co jeden to piękniejszy, w różnych formach. Niektóre wyglądały jak domki, inne miały kształt piramidy, jeszcze inne były spiralą z niewielkimi rzeźbami. Aż żałowaliśmy że mamy tak mało czasu, bo wszystko wyglądało świetnie. 

No ale niestety, czas nas godził, a musieliśmy jeszcze dojechać na stadion. Po drogiej stronie ulicy znajduje się przystanek metra – Monumentale. Jest to fioletowa linia M5, dojeżdżająca pod sam stadion San Siro. Bilety kupicie w czerwonych dużych automatach, które znajdują się na każdym przystanku. Jeśli chodzi o bilety, to pojedynczy 90-minutowy (Biglietto Urbano) kosztował 1,5 euro, a dobowy (Biglietto Giomaliero) kosztował 4,5 euro od osoby. Metro odjeżdżało praktycznie co 5 minut (w dzień meczu co 2-3 minuty). Gdy tylko zobaczyliśmy ilość ludzi jadących na stadion – załamaliśmy się. Nie było jak powietrza złapać.. Ale co.. Trzeba było jechać :( Nienawidzę ścisku :( Było tak duszno, że masakra. Gdy wysiedliśmy pod stadionem, na końcu metra znajdowały się bramki, przez które należało wyjść. Byliśmy jeszcze w miarę wcześnie przed meczem, a przez bramki już przeszło ponad 8000 osób. Co mnie zdziwiło? To że kibice obu drużyn szli razem ! Nikt nikogo nie zaczepiał, razem szli mężczyźni w koszulkach Interu oraz Ac Milanu. Nie było ani jednej bójki, policja odpoczywała. Pod stadionem znajdziecie mnóstwo sklepików z akcesoriami oby drużyn, a także budki z jedzenie. Uważajcie tylko na ciemnoskórych, którzy podchodzą do ludzi, łapią za rękę i zawiązują na niej „bransoletki” w barwach klubowych, a potem żądają pieniędzy. Własnie moją rękę przytrzymał mężczyzna, który od razu zawiązał 5 supłów, a potem chciał ode mnie euro. Powiedziałam, że nie mam, udawałam że go nie rozumiem i zwiałam :D Emocje już zaczęły rosnąć, a ja szłam dumnie w koszulce Interu. Bez problemu znaleźliśmy swoje wejście, a także miejsca. Widok stąd był idealny. Na stadionie znajdowało się 75000 ludzi, wszyscy w koszulkach, szalikach.. coś niesamowitego ! Nie zobaczy się tego drugi raz. Czekaliśmy na przedstawienie zawodników, a już po chwili zaczął się mecz. Jakie to są emocje ! Nawet nie zwróciliśmy uwagi kiedy zaczęliśmy przeżywać i komentować grę. Radości nie zabrakło, ponieważ Interowi udało się strzelić 2 bramki :D Końcowy wynik meczu był 2:2, także bomba ! Byliśmy zachwyceni – zobaczcie sami :

Po meczu wsiedliśmy w czerwoną linię M1 i dojechaliśmy na przystanek Duomo, znajdujący się na głównym placu. Zaraz po wyjściu zobaczyliśmy przepiękną Katedrę Duomo oraz tłumy ludzi. Tego dnia było bezpłatne zwiedzanie Katedry ale kolejki miały po jakieś 200 osób. Przeszliśmy się placem, zobaczyliśmy Galerię Vittorio Emanuelle, Pałac Królewski oraz Pałac Marino. Także w tym miejscu kupiliśmy pamiątki. Pocztówki dostaniecie za 1 euro, magnesy kosztowały ok 3-4 euro, kubki znajdziecie od 6-7 euro, a inne bibeloty od 5 euro. Uznaliśmy, że chcemy zobaczyć to miejsce także w nocy, gdy wszystko będzie podświetlone. Pragnęliśmy też pomodlić się w spokoju za naszą babcię. 

Wsiedliśmy z powrotem w metro linii M1 i przejechaliśmy 2 przystanki aby dostać się do Zamku Sforzów. Przystanek nazywa się Cairoli (możecie też wysiąść na Cadorna FN oraz Lanza). Obiekt jest naprawdę spory. Przed wejściem do Zamku mijacie fontannę. Gdy tylko przy niej usiedliśmy, otoczyli nas handlarze – próbowali wcisnąć nam powerbanki, kijki do selfie oraz róże. Gdy wyjdziecie z Zamku, wchodzicie od razu do przepięknego parku, z którego widać Łuk Triumfalny. Po drodze mijacie knajpki, przepiękne miejsca wokół jeziora, boiska i place zabaw, a wszędzie mnóstwo zieleni. Ludzie odpoczywali sobie na kocach, grali w siatkówkę i karty. 

Po regenerującym spacerze, wróciliśmy się do metra i dojechaliśmy na przystanek S. Agostino, skąd przeszliśmy się w stronę „weneckiej dzielnicy” Navilgi. Po drodze mijacie targowisko rozłożone na wysepkach pomiędzy ulicami, sklepy i droższe restauracje. Na jednym z budynków wyświetliła się temperatura, otóż o 18:30, przy zachmurzonym niebie, było 25 stopni :) Doszliśmy do przepięknej dzielnicy, będącej miejscem spotkań mieszkańców. Poszliśmy tam na włoską pizzę, którą wybraliśmy na czuja, ponieważ nie znamy języka ;D Niemniej jednak była naprawdę dobra :). Za średnią pizzę zapłaciliśmy 7-9 euro, w takiej cenie były też makarony, a duży kufel piwa dostaniecie za 5 euro. Zaczęło się ściemniać, robić troszkę chłodniej, a czas naszej przygody się kończył :(

Wróciliśmy jeszcze na chwilę do centrum, pomodliliśmy się i wróciliśmy żółtą linią M3 na dworzec główny. Przystanki autokarów są zaznaczone, także nie będziecie mieli problemu żeby trafić. Na lotnisku byliśmy o 1:00 w nocy. Otwarta była tylko malusieńka część lotniska. Gdy weszliśmy do środka, ogarnął nas szok. Nie było już miejsc, ludzie byli porozkładani pod ścianami a także na środku korytarza. Spali w śpiworach, oparci na swoich walizkach. Chodzili do łazienki i wracali umyci, w piżamach i klapkach i kładli się na swoich kocach. Wyglądało to strasznie ! Ochrona lotniska przechadzała się i fotografowała tak śpiących ludzi, śmiejąc się do siebie. Na szczęście pogadaliśmy trochę, pograliśmy w karty, aż otworzyli pozostałą część lotniska. Później było już z górki. Przeszliśmy kontrolę i zostało oczekiwanie na nasz samolot. Znaleźliśmy sobie miejsca przy oszklonej ścianie, skąd startowały wszystkie samoloty. Wyglądało to niesamowicie, wschód słońca, góry i wznoszący się samolot – wgapiałam się przez dwie godziny :D

Chwilę po wejściu do samolotu zasnęłam i obudziłam się przy lądowaniu. Tu również byliśmy szybciej i biegiem zdążyliśmy na naszą Kolej Mazowiecką. Na lotnisku jest dużo oznaczeń, także traficie na peron. Po drodze znajdziecie też zielony automat, w którym kupicie bilet do dowolnej trasy, zaznaczycie ulgi itp. Bilet studencki kosztuje 13,50 zł, natomiast normalny 19 zł. Pociąg jest bardzo czysty i komfortowy. Dowiózł nas na przystanek Modlin, a tam czekał zielony autobus, który dowiózł nas pod drzwi lotniska Warszawa Modlin. Oczywiście było potwornie zimno i lało.. Akurat podjechał bus, także od razu zabraliśmy się na parking. Parking do 4 dób kosztował 40 zł :)

Mieliśmy tylko pecha po drodze, gdyż było to święto i wszystkie knajpy po drodze były zamknięte :(

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie komentarze ! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Facebook 0 0 Flares ×